Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
128 postów 2542 komentarze

Powrót do normalności

Freedom - Idzie bieda - tyle, że to nie "kryzys" - a rezultat. To naturalny skutek tego, że świat stoi na głowie. Jedynym skutecznym sposobem wyjścia z biedy jest powrót do normalności. Normalność = bogactwo. Normalność = dobrobyt.

Dlaczego w Polsce nie ma pracy!?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wyobraź sobie państwo, w którym obywatelom nie wolno pracować, zatrudniać, zarabiać ani nawet próbować utrzymać rodziny - dopóki za taką możliwość NAJPIERW nie zapłacą...

Trudno to sobie wyobrazić, prawda? A jednak, w takiej Polsce przyszło nam żyć... 
Jak mogliśmy do tego dopuścić?!

W Polsce nie ma pracy bo władza zabrania ludziom pracować, zarabiać i zatrudniać dopóki nie zapłacą myta za ten przywilej (dopóki nie poniosą obowiązkowych kosztów zalegalizowania pracy, jakiejkolwiek działalności czy możliwości zatrudniania) 
Co to za absurdalna patologia, że trzeba płacić za to, żeby móc utrzymywać siebie i swoją rodzinę, za to, żeby móc cokolwiek robić i zarobić?! Władza nie walczy z bezrobociem - władza tworzy bezrobocie i jest jego główną przyczyną.
 

Zapraszam do obejrzenia i rozpowszechniania nagrania:




 
 


KOMENTARZE

  • Witam i pozdrawiam Panie Konradzie.
    usilnie nalegam - ABY ZMIENIŁ pAN JEDEN SZCZEGÓŁ W RETORYCE.
    Proszę nie głosić, że pracodawca płaci za pracę pracownika więcej, niż pracownikowi płaci, bo to budzi jakieś pokrętne podejrzenia, że mógłby płacić więcej - bo ma jakieś mętne żródła pieniedzy.

    To samo - ale przejrzyściej wyniknie, jeśli powie Pan - że przacodawca MUSI SPRZEDAĆ (NAJPIERW!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) - produkt pracy pracownika, aby mu wypłacić wynagrodzenie.
    Jak nie sprzeda - to nie zapłaci.

    Więc - aby wypłacić pracownikowi owe trzy tysiące - musi (ZE WZGLĘDU NA WYMAGANIUA NASZEJ WŁADZY) - SPRZEDAĆ PRODUKT PRACOWNIKA ZA 4800 - - SAMEMU JESZCZE NIC NIE ZARABIAJĄC.

    Kestia - czy pracodawcy należy się jakieś wynagrodzenie za to, że sprzedał pracę pracownika - czy też - "powinien" robić to społecznie - za darmo - to dla niktórych może być sprawa dyskusyjna, ale absolutną racją jest fakt - że jeśli ma (z mocy prawa) - opłacać jakieś składki z racji sprzedaży ( a bez sprzedaży - nie ma wynagrodzenia pracownika) - to pracownik (czy to rozumie, czy nie) MUSI WYPRACOWAĆ TE SKŁADKI SWOJĄ PRACĄ.
    Czyli że pracownik kupując własny produkt - musi za niego zapłaciuć więcej - niż zarobił. - NAWET - GDYBY PRACODAWCA BYŁ WOLONTARIUSZEM.
    W TYM!!! - SIEDZI DIABEŁ.

    Pozdrawiam (słowem i czynem-:))) )
  • @BTadeusz 08:07:57
    Witam Panie Tadeuszu, dziękuje i pozdrawiam!

    Rozumiem Pana - i postaram się ten aspekt przy nadarzającej się okazji poruszyć/naświetlić - bo jest przecież oczywisty i ważny - ale co do zmiany retoryki może być trudno o tyle, że w każdej retoryce czają się jakieś pułapki - i chyba nie ma złotego środka.

    Dla przykładu:
    > Proszę nie głosić, że pracodawca płaci za pracę pracownika więcej, niż
    > pracownikowi płaci, bo to budzi jakieś pokrętne podejrzenia, że mógłby
    > płacić więcej

    Przecież to prawda, że pracodawca musi zapłacić dużo więcej, żeby pracownik dostał do ręki tyle ile dostaje - i o to właśnie chodzi, że MÓGŁBY pracownik dostawać więcej - GDYBY WŁADZA NIE ZABIERAŁA im aż tyle z wypracowanych przez nich pieniędzy.

    Przecież to o uświadomienie tego faktu właśnie chodzi - bo ludzie nie wiedzą podstawowej rzeczy (jeśli nigdy nie przymierzali się sami do zatrudniania) - że hasło "brutto" to chwyt marketingowy i taka kwota nie istnieje!!! (jest tylko fikcją zapisaną na papierze)

    Np. żeby pracownik dostał ok 2100 - pracodawca musi zapłacić ponad 3600 (na umowę o pracę) - i taka właśnie ponura rzeczywistość kryje się za hasłem "3 tyś brutto".

    Podsumowując pracownik mógłby dostawać WIĘCEJ - a pracodawca mógłby w tym samym czasie płacić mniej - gdyby zmniejszyć koszty pracy!!!
    Np. analogicznie do powyższych liczb pracodawca mógłby płacić 3200 zamiast 3600 - a pracownik mógłby z tego dostawać 2700 zamiast 2100 - gdyby władza mniej z tego zabierała w postaci podatków i składek.


    A pułapka jaką widzę w proponowanej przez Pana retoryce jest np. taka:

    > jeśli ma (z mocy prawa) - opłacać jakieś składki z racji sprzedaży
    > (a bez sprzedaży - nie ma wynagrodzenia pracownika)
    > - to pracownik (czy to rozumie, czy nie)
    > MUSI WYPRACOWAĆ TE SKŁADKI SWOJĄ PRACĄ.

    ...że sugeruje - a przynajmniej tak może być odebrana przez pracowników - że pracodawca płaci z tego co zarobi na sprzedaży - a gdyby nie sprzedał - to by nie płacił wynagrodzenia - czyli skoro płaci to znaczy że sprzedaje z zyskiem.

    A to jest nieprawda przecież!
    Każdy prywatny przedsiębiorca o tym wie bo przekonał się na własnej skórze - że nikt mu NIE GWARANTUJE, że cokolwiek sprzeda ani nie gwarantuje zysków/przychodów ze sprzedaży!

    Tymczasem pracodawca GWARANTUJE pracownikowi wynagrodzenie jeśli ten dla niego pracuje.

    Czyli niezależnie od tego czy pracodawca zarabia czy dopłaca i ponosi straty w jakimś okresie - pracownikowi pensja się należy i tyle.

    Więc jak pracodawca nie sprzeda - to pracownik i tak dostać pensje musi za swoją pracę i pracodawca te pieniądze musi znaleźć w swojej kieszeni, przy braku sprzedaży - i całe ryzyko bankructwa i utraty majątku ponosi tylko i wyłącznie prywatny przedsiębiorca - czyli pracodawca.
    (i dlatego ma pełne prawo zarabiać więcej od pracownika i oferować wynagrodzenie takie jakie chce - a pracownik ma pełne prawo domagać się więcej i nie godzić się pracować za oferowane wynagrodzenie, jeśli uważa je za zbyt niskie)

    I obawiam się, że proponowana retoryka mogłaby tutaj wprowadzać ludzi w błąd - choć oczywiście to o czym Pan pisze nie podlega dyskusji i też trzeba o tym otwarcie mówić.

    (tylko właśnie, jaką retoryką - to już jest twardy orzech do zgryzienia)

    Jeszcze raz pozdrawiam :)
  • @BTadeusz 08:07:57
    PS.
    A Pana podsumowanie to perełka - i chętnie będę Pana cytował już bez żadnych zastrzeżeń! Dziękuję!

    > Czyli że pracownik kupując własny produkt - musi za niego zapłacić
    > więcej - niż zarobił. - NAWET - GDYBY PRACODAWCA BYŁ
    > WOLONTARIUSZEM.
    > W TYM!!! - SIEDZI DIABEŁ.
  • @BTadeusz 08:07:57
    To jest też niekoniecznie tak jak Pan pisze. Oczywiście nie krytykuje, bo rozumiem, że szukacie maksymalnego uproszczenia przekazu, niezbędnego w telewizji.
    Ale tak dokładnie to pensje nie są prawie nigdy płacone z tego co pracodawca otrzymuje ze sprzedaży.

    Wynagrodzenia są zawsze płacone z oszczędności.
    Pracownik przez miesiąc wytwarza produkt i na końcu dostaje pieniądze.
    Ale bardzo rzadko ten produkt już jest sprzedany.
    Cykl jego wytworzenia może trwać o wiele dłużej.

    Co więcej, ten przedsiębiorca płaci na początku tego cyklu za półprodukty i surowce, a więc dostarcza pieniądze dla pracowników tych poprzednich etapów.

    Zawsze jest ta różnica czasowa pomiędzy zapłaceniem właścicielom czynników produkcji czyli głównie pracownikom, a otrzymaniem zapłaty za sprzedany produkt.
    Tym większa im bardziej zaawansowane technologicznie a więc wydajniejsze procesy produkcji.

    Z tego wniosek, że wydajność i możliwość zastosowania technologii (a przez to wzrost dobrobytu) zależy od ilości dostępnych oszczędności.
    Nie od konsumpcji.

    Najjaśniej nam panujący system bankowy, dostarcza tych oszczędności w formie pieniężnej w nieograniczonych ilościach. Ale dóbr kupowanych za te pieniądze muszą dostarczyć ci pracownicy właśnie. Bo dóbr się nie da wykreować.
    Więc de facto kredytują tą produkcję, niedobrowolnie - bo nie od nich zależy tempo udzielania kredytów, właśnie oni.

    Ale zyski z wydłużania tych procesów produkcji, czyli z tego że produkcja jest wydajniejsza, trafiają do banków w postaci odsetek i przedsiębiorców biorących kredyty.

    Ci, którzy dostarczają kapitał nie otrzymują zysków z jego stosowania.

    Stąd więc, według mnie bierze się absurdalny poglad, że to konsumpcja napędza wzrost.

    Mając tani, bo legalnie zrabowany, kapitał, można zwiększać produkowane ilości niadekwatnie do potrzeb,
    Więc aby dalszy absurdalny rozwój był możliwy potrzeba konsumpcji tego, co jest niepotrzebne.

    Niedobrowolne dostarczanie kapitału eliminuje naturalny mechanizm dostosowujący strukturę produkcji do realnych potrzeb
  • @imran 12:33:01
    Oczywiście, że niekoniecznie...-:)
    Póki gospodarka zapewnia ludziom jedynie srodki na egzystencję - oszczędności kapitałowe nie występują.
    Pojawiają sie dopiero - kiedy w obrocie pojawiają się srodki "rozrywkowe".
    Ale to jest obok meritum.

    Wyobraźmy sobie pracownika manufaktury obowniczej.
    Kupił (z oszczędności własnych) - skórę klej, dratwę.
    Pracodawca wspaniałomyślnie pozwolił mu skorzystać z oprzyrządowania (które sam kupił i zorganizował we własnym zakresie) - i pracownik - SAM, SOBIE - I ZA SWOJE - zrobił sobie buty.
    Niestety - póki nie wykupi sobie od suwerena pozwolenia na noszenie butów - buty są nielegalne - "nielzia!".


    Co ciekawe - suweren na ogół bierze wziątkę znacznie wyższą - niż pracodawca podczas opłacalnej dla niego "działki" - za udział i zarobek własny.

    Ale pracodawca może sobie pozwolić na oszczędności (inwestycyjne) i własną konsumpcję - o ile sprzedaje na otwartym konkurencyjnym rynku dobra "ponadegzystencjalne".
    Dóbr egzystencjalnych - nie sprzedaje się za pieniądze - lecz wymienia w barterze.
    Bo użycie pieniądza - kosztuje - więc jest "ponadegzystencjalne".

    Stąd właśnie wywodzę mój pogląd, że kiedy gospodarka obejmuje pieniądzem także dobra egzystencjalne - nie powinna ich obarczać ryzykiem graczy - "czysto rozrywkowych", czy "ponadegzystencjalnych".
    Tak rozumiem "sprawiedliwość społeczną".
    Przy czym "babcia" - handlująca rzodkiewką - "gra" - ponadrozrywkowo".

    Ponadto - nic gospodarce nie ubędzie (uczciwej gospodarce) - jeśli każdy przesunie swoją konsumpcję - do momentu sprzedaży swych produktów - są to przecież pieniądze (w sporej części) - "rozrywkowe.
  • @BTadeusz 16:35:47
    Zgadzam się, że o ile na terenie obecnej Polski żyłoby jakieś 5mln ludzi, to byliby w stanie egzystować bez rozrywki nie czkając z konsumpcją do wytworzenia dóbr do egzystencji.
    No bo, zrobienie łuku i strzał to dzień pracy a więc można się wstrzymać.

    Ale żeby rozpocząć uprawy i hodowlę trzeba poświęcić parę lat na wykarczowanie lasu a tyle się nikt nie wstrzyma.
    Nawet wykorzystując naturalne tereny trzeba pół roku przcować aż pojawią się roślinki.

    Przy liczbie lidności takiej jak obecnie potrzebne są już nawozy sztuczne a do tego trzeba poświęcić o wiele więcej niż na karczowanie .

    Więc bez oszczędzania prEz jednych i bez tego niecnego procederu konsumowania przed zakończeniem procesu produkcji ludzie abu się wyżywić na terenie Polski musieliby produkować ogrom prezerwatyw, a to jesCze więcej konsumowania bez wytwarzania dóbr konsumpcyjnych.

    Pańska teoria dóbr egzystencjalnych jest dla obecnej populacji nie do utrzymania.
  • @imran 21:30:00
    Teraz ja skarcę Pana za nadmierne upraszczanie.
    Większosć procesów fizycznych i biologicznych ma przebiegi nieliniowe z "wartością początkową".
    Tak działa generator gazu, tak działa bomba atomowa, czy wodorowa. Od pobudzenia (energia egzystencji) nasionka - rozpoczyna się wzrost organizmu biologicznego.
    Każda firma potrzebuje pewnego minimum kapitału "założycielskiego" - aby stać się "samonośną".
    Tak samo działa człowiek i pojedyńczy i w rodzinie.
    Nie rozumiem Pańskiego oporu przeciw modelowi (matematycznemu) gospodarki także zbudowanemu w oparciu o równaniez energioą początkową.

    Moją pierwszą firmę założyłem "barterowo".
    Zaprojektowałem oprzyrządowanie do produkcji wydajnych anten satelitarnych. Zaraz - jak odbiór TV z satelity - stał się legalny.
    Mój zleceniodawcaprodukował je przez rok z okładem, ale moje wynagrodzenie - wypłacał mi sukcesywnie.
    W pewnym momencie zmienił kirunek działalności (na szycie dżinsów -:) ).
    Mnie - spłacił antenami pozostałymi "na magazynie".
    Na pograniczu niemiecko szwajcarskim egzystował sobie cwaniaczek, żyjący z handlu zakupami z licytacji. Za grosze kupił sprawną maszynę do automatycznego cięcia acetylenem blach stalowych. W Polsce - były wówczas rzadkością. Przywlókł ją do Gdańska i zrzucił na placu u znajomego. Znajomy był i moim znajomym.
    Zaproponował mi kupno za nieduże pieniądze.
    Nieduże, ale dla mnie za duże (politechniczna pensja - starczała na egzystencję).
    Ale miałem (na magazynie 250 anten satelitarnych).
    Zrobiliśmy "machniom" - on - wziął te anteny - a ja tę maszynę.
    On zabrał te anteny do Niemiec - i sprzedał nowej fali arabskich imigrantów. podobno nieźle się obłowił...-:)
    Ale mnie to nie bolało...
    Maszynę uruchomiłe. Okazała się sprawna.
    wydzierżawiłem baterie tlenowo acetylenowe i "własnoręcznie" - jeżdżąc po producentach wyrobów z blach - zdobyłem pierwsze zamówienia. Rynkowa cenia usług była korzystna - a jakość (kształt i dokładność - lepsza, niż u konkurencji.
    Spłacałem zobowiązania, koszty kupiłem komputer do zautomatyzowania produkcji. Po trzech latach własną sztaplarkę. (półfabrykaty do cięcięcia często prakraczały wagą tonę)
    Już nie musiałem liczyć pieniędzy "od pierwszego, do pierwszego".
    Wykłady na politechnice prowadziłem równolegle.

    Ale nikt z młodych mężczyzn w rodzinie - nie chciał się u mnie "brudzić". Woleli bankowość, ubezpieczenia...etc...
    Perspektywa rozbudowy firmy z majątkiem - dla siebie samego - nie rajcowała mnie.
    Znajomy "zwęszył" interes w "strefie ekonomicznej" - Ełk.
    Wybudował halę.. etc. Poprosił mnie na nieformalnego wspólnika z aportem tej maszyny.
    Oddałem w "pacht".
    Przeszkolołem pracowników i uruchomiłem "samowystarczalność ekonomiczną" maszyny.
    Po dwu latach znajomemu "padł" główny kooperant.
    Nie spłacił należności w zarządzie "strefy" - przyszedł syndyk i maszynę zarekwirował.
    Odzyskałem połowę wartości.
    No i zacząłem od nowa.
    Już jednoosobowo, bez trwałego majątku.
    Zdobyłem "markę" jako projektant unikalnych plrocesów technologicznych.
    Mój kapitał trwały to komputer i głowa.
    Okazuje się że tak też można zarobić na chleb...-:)

    Ani razu nie wziąłem złotówki kredytu.
    Zawsze inwestowałem z tego - co uprzednio zarobiłem.
    Można.
    I to jest zdrowe.
    Panie imran...
    -:)
  • @BTadeusz 08:39:55
    Panie Tadeuszu,
    Pana kapitał to wiedza. I Pan zdobył ten kapitał bazując na oszczędnościach innych.
    Ja nie twierdzę, że niezbędny jest kredyt ale oszczędności.
    Jak te oszczędności do Pana trafiły?

    Po pierwsze zapewne rodzina Pana wspomagała w okresie studiów.
    Ale nawet gdyby Pan studiował zaocznie, pracując, to i tak ktoś musiał wybudować chociażby budynek politechniki.
    Czy robotnicy pracujący na tej budowie, robotnicy pracujący przy produkcji pomocy naukowych itd... Czekali z poboren wynagrodzeń aż Pan zapłaci za naukę? Nie.
    A z tego wniosek,że ktoś musiał najpierw poczynić oszczędności i im zapłacić.

    A teraz idźmy dalej.
    Maszyna którą Pan kupił wymagała ogromnych oszczędności aby została wytworzona.
    Pan patrzy tylko na moment zakupu z licytacji. I do tego wystarczyłu pańskie oszczędności, ale na jej wytworzenie nie wystarczyłyby.
    Miliony ludzi musiały oszczędzać aby została wytworzona.

    W różny sposób te oszczędności mogły do jej wytwórcy trafić.
    Albo poprzez dobrowolną transakcję czasową - czyli przkazanie oszczędności za obietnicę zwrotu z procentem, jako zapłata za ich dostarczenie, albo niedobrowolnie - poprzez dodruk, odebranie ich podatkiem czy jakkolwiek inaczej.
    Ale bez oszczędności milionów ludzi pracujących bez konsumowania owoców tej pracy, owa maszyna by nie powstała.

    Tak więc to wszystko o czym Pan pisze nie przeczy mojemu twierdzeniu, że bez oszczędności oddawanych (dobrowolnie lub nie) przez miliony, a nie tylko samych inwestujących, nie byłoby możliwe wytworzenie takiej ilości tego zapalnika, tej energii egzystencji o której Pan pisze, dla takiej populacji.

    Bo to, co Pan nazywa "rozrywką" jest niezbędne do wytworzenia tego zapalnika w takich ilościach o jakich mówimy.

    Samochód to już "rozrywka", ale gdyby zlikwidować wszystkie samochody to nie dałoby się wytworzyć tyle chleba żeby utrzymać przy życiu populację na terenie obecnej Polski.

    Więc uważam za błąd twierdzenie, że minimum egzystencji można zapewnić bez jakiegoś mechanizmu przekazywania oszczędności od "milionów" do tych mających wiedzę, jak Pan i potrafiących zorganizować produkcję wydajniejszą niż prymitywne metody wytwarzania tego minimum.
  • @imran 10:38:50
    Nie podważam Pańskich analiz "cząstkowych".
    Ale globalnie - nie mogę się zgodzić, że analiz musi startować od "zera absolutnego". Mamy (w każdym kraju na świecie DZIŚ) - jakiś poziomstandardowej egzystencji.
    I nie zgadzam się - by dalszy rozwój uzależniać od sprowadzenia części społeczeństwa z biedy do nędzy.

    Generator gazu to szczelny zbiornik dowolnych części palnych z otworem do poboru gazu.
    Ale
    ten zbiornik trzeba podgrzać - aby zapoczątkowć proces i - podtrzymywać go, kiedy "zajarzy". Zwykle robi się tak - że część gazu kieruje się do palnika pod zbiornikiem - aby utrzymać stabilność procesu generacji gazu.
    Oczywistym jest, że pierwsze zajarzenie musi się odbyć z pomocą jakichś "oszczędności". Ale potem - nie ma już konieczności "oszczędzania", aby proces trwał.
    Wystarczy część gazu "drukować" i rozpraszać - aby byli zdolni i chętni do podjęcia pracy, kiedy wpadnie nam dobry pomysł na biznes.

    I wcale nie muszą być to ludzie na skraju wyczerpania fizycznego - by podejmowali pracę przy naszym najgłupszym pomyśle.
    Mamy to szczęście (tak, jak słusznie Pan pisze, że ja miałem) pewien standard - i oczekuję i od siebie i od Pana i od wszystkich innych - by biznesy - były uwarunkowane tym standardem.
  • @imran 10:38:50
    P.S.
    Ja mam historię nieco odwrotną do pańskiej.
    Urodziłem się w rodzinie nauczycieli akademickich ale sam w tym kierunku nie poszedłem.
    Mój Ojciec za PRL uczestniczył na Politechnice w takiej grupie, która opracowała projekt noża tarczowego do cięcia tkanin. Byłem wtedy w podstawówce, więc nie pamiętam dokładnie, ale to był dość rewolucyjny podobno projekt, bo nawet Japończycy chcieli kupić licencję. (Oni nie mogli uzyskać takiej wysokości ciętych warstw do średnicy tarczy).
    Oczywiście komuniści to zmarnowali, bo ani nie sprzedali patentu, ani nie rozpoczępi produkcji.
    Ale po 89r zaczął się boom na drobne zakłady krawieckie i niektórzy uczestnicy tego projektu zaczęli te noże robić metodą chałupniczą.
    Jeden z nich (zdaje się lider tego projektu) poszedł w kierunku firmy (zapewne i kredytów) a mój ojciec był zawsze jak Pan, kredytom i takiemu ryzyku przeciwny.
    Więc pracował do emerytury jako wykładowca a noże robił w kuchni wykorzystując silnik z mikserów, na początku nawet obudowa była od miksera, tarcza przerobiona z piły do drewna, potem nawet dorabiał gdzieś profesjonalne obudowy z metalu.
    Sporo nawet zarabiał, ale firma tego kolegi to dzisiaj zdaje się potężne przedsiębiorstwo.
    A gdyby Ojciec miał duszę hazardzisty a nie inżyniera i zaryzykował, to nie musiał bym teraz zasuwać po 12h dziennie w jakiś miejscach na świecie, gdzie czsami nie da się z hotelu wyjść bo na ulicach strzelają. ;))
    (Oczywiście nie narzekam, bo przynajmniej mam satysfakcję, że własnymi rękami...)
  • @imran 10:38:50
    Co więcej - wydaje mi się bardziej prawdopodobnym funkcjonowanie takiego państwa opartego o (wcale nie bilogiczny) standard egzystencjalny, niż doprowadzenie do zaistnienia uczciwego "banku centralnego" - będącego w stanie kontrolować i respektować "zerowy bilans" depozytów i kredytów.

    To - że ludzie w pojedyńczych transakcjach -dobrowolnie akceptują cenę towaru, to wcale nie znaczy - że zaakceptowali by ją znając dalekosiężne skutki tych pojedyńczych transakcji.
    Nie mają wiedzy tych, którzy koncentrują kapitał.
    I dlatego nie są w stanie "dobroiwolnymi wyborami rynkowymi" - kreować rzeczywistości, którą uważają za pożądaną.
    NIE SĄ RÓWNORZĘDNYMI (WOLNORYKOWO) - PARTNERAMI - NA "WOLNYM RYNKU".
    A uważm, że każdy rodzi się z przywilejem takiej równości.
    Że ten przywilej jest immanentnym składnikiem naszego standardu kulturowo cywilizacyjnego.
  • @imran 11:16:01
    A gdyby Ojciec miał duszę hazardzisty a nie inżyniera i zaryzykował, to nie musiał bym teraz zasuwać ...
    =============================
    -:))))))))))))))
    No jasne.
    Siedziałby Pan na jakichś Canarach ijedynym Pańskim zjęciem byłobygłaskanie po piersiach cudnych panienek....
    A ten standard - wypracowywali by za Pana jacyś anonimowi "inni".

    PS.
    Ja - z mojego biznesu mam się nieźle.
    A ten znajomy z Ełkupobiera jedynie część emerytury - bo część zabiera syndyk. Do śmierci.
    I sam nie wiem, czy G żałować, czy ganić, bo przecież ten jego niespłacony kredyt po części spłacamy wszyscy.
    Że co?
    ...
    ...Że wielu się udało?

    i ich synowie głaszczą to i owo panienkom na Canarach?...-:)))))))))
  • @BTadeusz 11:36:32
    Wszystko ma plusy i minusy. Głaskanie panienek może na dobre nie wyjść. Ale z dwojga złego już wolałbym głaskać niż pracować. ;)

    Ale na poważnie to nie jest tak, inni by na mnie pracowali. Jeżeli wyprodukowane w dużych ilościach noże przyczynią się do zwiększenia wydajności produkcji ubrań to będzie więcej i tańsze ubrania nie dla bogaczy, bo te wycina siępo jedynczo a nie w masowej produkcji. Dzięki temu również ten na poziomie egzystencji potrzebuje mniej pracy aby ją wymienić na odzienie.
    A w przypadku plajty poziom egzystencjalny jej nie finansuje

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY

  • posty: 76 komentarze: 2944
  • posty: 8 komentarze: 427